kobieta na dobrej drodze

Temat: Ptaki - zdechlaki!
Kolejna porcja ptasich oskubów
Miejska skubalnia nadal czynna - 11.03. dwa wróble i samiczka gila, 14.03. - samiczka kosa, dziś - dzwoniec (samczyk) i świergotek łąkowy (nowy gat. dla tego miejsca). W sumie więc 40 oskubów od jesieni. Mam cichą nadzieję jak co roku zresztą, że mój krogulczyk zaczeka tu na powracające kulczyki
Poza tym w młodnikach na obrzeżach łąk poj.sikory - modraszka, bogatka, kolejny dzięcioł d., skowronki, w laskach wzdłuż rz.Leśnicy ciągle liczne czyże - dziś np.2 -oraz - także dziś - pierwszy tej wiosny droździk ( duże rozświergolone stada tych ptaków już pojawiły się w okolicy).
Źródło: forum.przyroda.org/viewtopic.php?t=3705



Temat: pogoda.
Pod Kaliszem +4 śniegu już nie ma. Dziś pierwszy raz widziałem powracające klucze ptaków
(zdjęcia tutaj )
Nieśmiało zaczynają kwitnąć przebiśniegi. Znaczy się wiosna blisko.

Źródło: forum.poradnikogrodniczy.pl/viewtopic.php?t=107


Temat: Wiosna, wiosna.... ach to Ty.
Faktycznie, zima broni się jak może...brrrrr.... zimno na dworze, ale fajnie, że wklejacie zdjęcia. Przynajmniej można "pocieszyć oko".

Wczoraj nawet kupiłam sobie wiosenne ciuszki i ciekawe kiedy je założę?

Może jak będziecie w parku bądź w lesie warto poszukać zwiastuny wiosny .

Najbardziej oczekiwanym zwiastunem wiosny były ptaki powracające z dalekich krajów:

- bociany wracają zawsze w to samo miejsce i wróżą gospodarzowi szczęście i bogactwo. Szczęście miał zapewnione również ten, kto pierwszy zobaczył przylatującego bociana. Lecz jeśli ptak siedział był to zły znak,

- jaskółki – kto po raz pierwszy usłyszy wiosną świergotanie jaskółki, ten wedle starego zwyczaju powinien obrócić w ręku portfel. W ten sposób sprawi zaklęcie, aby w nadchodzącym roku nie zabrakło mu pieniędzy! Zniszczenie gniazda tego ptaka to wielki grzech, a ten, kto to zrobi dostanie okropnych piegów na twarzy,

Prawdziwym zwiastunem przedwiośnia jest leszczyna – pojawiające się w lutym długie, żółtawe bazie pomimo, że są często smagane mroźnym wiatrem i otulane śnieżnym puchem zwiastują rychłe przyjście wiosny

Przebiśniegi, krokusy, pierwiosnki, tulipany to najpopularniejsze, wczesnowiosenne kwiaty

Z każdym dniem na łąkach jest ich coraz więcej, zwiastun pełnej wiosny to żółte kaczeńce.


Źródło: stwardnieniesmrozsiane.ok1.pl/viewtopic.php?t=1575


Temat: Ptaki na pogodę
A tu takie ciekawostki:

-Kury - według ocen górali - pasące się do zmroku zwiastują deszcz, leniwie obsiadające ploty gwarantują nazajutrz słoneczną pogodę.
-Dzikie kaczki przed deszczem wychodzą z wody i chronią się w zaroślach.
-Trzciniak, mały ptak odlatujący od nas na zimę i powracający wiosną, zakłada gniazda w przewidywaniu powodzi.
-Pliszka siwa zjawiająca się wiosną nad wodą zwiastuje, że następnego dnia ruszą lody.
Źródło: aviornis.com.pl/viewtopic.php?t=5320


Temat: Kasi i Tomka Ciri, czyli Iskierka ciut inaczej
WIOSNA

To że dzień trwa prawie do dwudziestej. To że liście strzelają na drzewach jak szalone. To że kwiatki na lewo i prawo kwitną. To że temperatura w dzień przekracza, czasem, dwadzieścia stopni. Stada ptaków powracających z ciepłych krajów. To wszystko są jedynie mgliste zapowiedzi.
PRAWDZIWĄ wiosnę, poznaje się dopiero po tym, że nasza suka, łaskawie raczy opuścić ciepłe, blokowe pielesze i zaszczycić działkę swą leniwą obecnością.
http://www.superfoto.pl/zdjecia/foto...44123132_d.jpg
http://www.superfoto.pl/zdjecia/foto...44123138_d.jpg
Źródło: forum.muratordom.pl/showthread.php?t=120406


Temat: Przy kominku w lesniczówce
Posłuchajmy o skowronku
 

Melodyjny głos skowronka to znak rozpoznawczy tego ptaka. Natura nie obdarzyła skowronka wyróżniającym się ubarwieniem, ale za to nie oszczędziła mu pięknego głosu, który staje się najbardziej donośny w okresie godowym.
Ten nieco większy od wróbla ptaszek o ziemistoszarej barwie jest jednym z pierwszych ptaków powracających na wiosnę z południa. Czasami zdarza się go usłyszeć już w połowie lutego.

Źródło: klub.senior.pl/showthread.php?t=7443


Temat: pięćdziesiątki z plusem - cz. II
Dot.: pięćdziesiątki z plusem - cz. II
  Dora 1906 - serdecznie witamy!:cmok::cmok: Super, jest nas znowu więcej!!!!:jupi:
Napisz, proszę więcej o sobie!:ehem:
Olu - pytasz jak słyszę wiosnę - ptaki zaczynają śpiewać!!!!!! Nie jest co prawda jeszcze tak głośno jak np, w kwietniu, ale już zaczyna się ruch w przyrodzie. Coraz częściej zaczynam spoglądać na niebo - wypatruję kluczy powracających dzikich gęsi.
U mnie słonecznie i optymistycznie!!!!
Miłego dnia:cmok:
Źródło: wizaz.pl/forum/showthread.php?t=237512


Temat: Ostatnio W Szwecji...
Szczyt demograficzny u bocianów
Dzięki ptakom z Polski - "Polakom" i "Polkom", jak się je nazywa - Szwecja przeżywa bociani szczyt demograficzny. Jak podano w komunikacie stowarzyszenia zajmującego się odbudową bocianiej populacji, w 109 gniazdach tych ptaków zaobserwowano co najmniej 166 jaj, z których już zaczynają się wykluwać pisklęta. Południe Szwecji zamieszkiwało niegdyś wiele bocianów. Jednak w miarę osuszania ziem, intensyfikacji rolnictwa oraz jego chemizacji liczba tych ptaków szybko malała. W 1954 roku po raz ostatni zanotowano obecność żyjącego na wolności bociana.

W latach 70. postanowiono podjąć próbę odbudowy populacji tych ptaków. Stowarzyszenie ornitologiczne przy pomocy władz oraz organizacji ekologicznej WWF sprowadziło w 1972 roku pierwsze bocianie pary ze Szwajcarii - kraju, który odtworzył u siebie populację bocianów. Umieszczono je w ptaszarni, skąd chciano następnie pobierać odchowane już młode i wypuszczać na wolność.

Pomysł okazał się niewypałem. Doświadczenia szwajcarskie nie na wiele się przydały w warunkach szwedzkich. Sprowadzone ze Szwajcarii ptaki pochodziły z gatunku zamieszkującego Algierię. Północnoafrykańskie bociany nie miały instynktu odlatywania przed nadejściem zimy do cieplejszej strefy klimatycznej. Wypuszczone na wolność w większości zginęły z zimna, a te, które odleciały, już nie powracały.

Okazało się, że Szwecję zamieszkiwały kiedyś bociany wywodzące się z odmiany wschodnioeuropejskiej, zimującej na Bliskim Wschodzie. Dlatego w 2004 r. sprowadzono z poznańskiego ogrodu zoologicznego 40 bocianów - "Polek" i "Polaków", jak się je popularnie nazywa.

To właśnie ich potomstwo, już wyklute w szwedzkich ptaszarniach, zaczyna zasiedlać coraz liczniejsze gniazda na wolności. Bociany te, kierując się wrodzonym instynktem, odlatują przed zimą i powracają wiosną.
RMF FM
Źródło: travelforum.pl/showthread.php?t=1962


Temat: Abc "małej" ochrony przyrody
Bedzie sad , potrzebne beda pszczoly do zapylania. Najlpiej dzikie, gdyz sa 10 razy bardziej wydajne niz te od ktorych pozyskuje sie miod.
A ze jest ich coraz mniej w naturze warto o nie zadbac i zrobic im specjalny ul.


Gdyby ktoś chciał założyć własną kolonię murarki, powinien wiosną, w okresie lotu tej pszczoły, rozejrzeć się po okolicy, a na pewno uda mu się odnaleźć naturalną kolonię. Wystarczy wtedy w pobliżu tego miejsca wyłożyć pociętą trzcinę, a z pewnością samice zasiedlą przygotowane rurki. Istnieje również możliwość nabycia ograniczonych ilości kokonów murarki w placówkach naukowych zajmujących się badaniem wykorzystania tego gatunku w zapylaniu roślin uprawnych.
Najłatwiejszym sposobem przygotowania gniazd dla murarki jest pocięcie łodyg trzciny pospolitej na około 15 centymetrowe odcinki, tak aby jeden koniec rurki był zamknięty przez kolanko. Wewnętrzna średnica trzciny powinna wynosić 6-8 milimetrów. Tak przygotowany materiał gniazdowy najlepiej umieścić w drewnianej skrzyneczce przykrytej daszkiem zabezpieczającym rurki przed zamoknięciem. Trzcinę należy upchać jak najciaśniej lub przy pomocy gumek utworzyć pakiety po 50 sztuk, co ma zapobiec ich późniejszemu wysypywaniu się.
Samice murarki powracające do gniazd z ładunkami pyłku.
Jeżeli kokony zostały zakupione, sposób ich podawania zależy od tego w jakiej formie były dostarczone. Gdy otrzymaliśmy całe rurki z kokonami, wystarczy je wetknąć pomiędzy przygotowaną przez nas trzcinę. Natomiast, jeżeli nabyliśmy kokony wyjęte z rurek, należy postępować zgodnie z załączoną instrukcją i umieścić opakowanie bezpośrednio przy materiale gniazdowym (pod daszkiem lub podwiesić pod skrzyneczką). Ze względu na niebezpieczeństwo rozprzestrzeniania się pasożytów lepiej jest wystawiać kokony wydobyte z gniazd i co roku przygotowywać nowe rurki. Kokony wystawiamy na początku kwietnia w ciepły i słoneczny dzień po zakwitnięciu pierwszych wiosennych roślin. Do zapoczątkowania hodowli murarki wystarczy około 1000 kokonów. Po 2-3 tygodniach, po wygryzieniu się pszczół, pudełko z resztkami kokonów należy usunąć ze względu na możliwość występowania tam pasożytów.
Ostatnim, jednak bardzo ważnym, etapem przygotowania gniazd dla murarki jest zabezpieczenie rurek przed ptakami. W tym celu najlepiej jest osłonić skrzyneczkę od frontu delikatną siatką o 3-4 centymetrowych oczkach. Pracującym samiczkom wcale ona nie przeszkadza, a stanowi bardzo skuteczne zabezpieczenie przed wizytą niepożądanych gości.
Jesienią całą skrzyneczkę najlepiej jest przenieść do chłodnego i suchego pomieszczenia. Można też pozostawić ją na miejscu, jednak trzeba wtedy zwrócić szczególną uwagę na zabezpieczenie gniazd przed wilgocią. Wiosną następnego roku zimujące murarki wynosimy na zewnątrz i umieszczamy w ciepłym i słonecznym miejscu. Należy pamiętać, że nasza kolonia rozrasta się, a więc trzeba przygotować 2-3 razy więcej rurek niż w poprzednim sezonie.


Wiecej tutaj
http://www.pasieka.pszczo...02_murarka.html


Warto tez zalozyc lake kwietna , aby pszczolom i innym zapylaczom starczylo pokarmu przez caly sezon.

O lakach kwietnych mozna dowiedziec sie wiele tutaj http://www.luczaj.com/index.htm
a takze zamowic odpowiednia mieszanke traw.

Powodzenia
Źródło: forum.przyroda.org/viewtopic.php?t=6997


Temat: Koszmar z nicości[Storytelling, +18]
Rekonwalescencja przebiegła nad wyraz szybko i sprawnie. Aleksander z każdym kolejnym dniem czuł się coraz lepiej. Nawet samopoczucie mu się poprawiło. Czy to za sprawą urodziwych pielęgniarek czy może też za sprawą cudownego ocalenia z pożaru, dziennikarz nabierał chęci do życia.
Pesymizm, przygnębienie i apatia, które go dręczyły w ostatnim czasie powoli opuszczały go. Za oknem świat budził się do życia. Wiosna. Ptaki szczebiotały od samego rana, wzrost pąków na drzewach można było dostrzec gołym okiem i być może także pogoda była powodem poprawy humoru Aleksandra.
Pobyt w szpitalu minął spokojnie, jeśli nie liczyć powracających koszmarów o wielkiej głębienie na dnie, któej czaiło się coś potwornego, coś niewyobrażalnie ohydnego, coś co umykało ludzkim wyobrażeniom o świecie. Po każdym takim śnie dziennikarz budził się zlany potem. Czy to w ramach terapi czy dla zabicia leniwie płynącego czasu Aleksander zaczął spisywać dręczące go sny. Zeszyt, który nabył w szpitalnym kiosku, szybko zapełnił się zapiskami z sennych podróży. Mężczyzna nie był świadomy skąd biorą się te fantastyczne wizje, od zawsze był realistą i obce mu były tak modne ostatnio okultystyczne nowinki i nigdy go to nie interesowało. A mimo to czuł, że to właśnie sny są swego rodzaju kluczem do tego co się wydarzyło w noc pożaru. Policjant, który przesłuchiwał go zapewniał, że prawdopodobną przyczyną pożaru był niedopałek papierosa, który w kontakcie z dużą ilością składowanego nielegalnie alkoholu spowodował tak gwałtowny wybuch żywiołu. Aleksander miał nosa do tego typu spraw i jego dziennikarskie przeczucie nigdy go nie zawiodło. Tak samo teraz czuł, że za tą z pozoru błahą sprawą, kryje się większa tajemnica, która tylko czeka na odkrycie.

Aleksander z każdym dniem pobytu w szpitalu nabierał pewności, że ocalenie jakiego doświadczył nie było dziełem przypadku. Zarówno on, jaki i pozostali ocaleni kryli na dnie swoich dusz mroczny sekret. Coś co każdego z nich doprowadziło na skraj piekielnych czeluści. Nie mówiło się tego otwarcie, ale Aleksander umiał wyczytać z ludzkiej twarzy więcej niż nie jeden jasnowidz. Setki wywiadów nauczyły go czytać między wierszami. Nie pytał nikogo wprost, ale za każdym razem go była mowa o ocaleniu z pożaru, ludzie z któymi był na sali wycofywali się w głąb siebie lub pokątnie mówili, że im się to nie należało. Sam utożsamiał się z tym poglądem, ale czuł jednocześnie, że jego ocalenie miało o wiele głębszy sens niż mógł w tej chwili sobie wyobrazić.
-Bóg daje mi kolejną szansę na poprawę mojego życia, na naprawienie błędów. Dał mi spojrzeć w otchłań piekła, bym się wycofał i ruszył w przeciwna stronę

Po tygodniu spędzonym w szpitalu, Alekander mógł w końcu wrócić do domu. I choć wiedział, że czeka tam na niego tylko pustka, to w głębi duszy cieszył się. Żył nadzieją na lepsze jutro. Powiedział sobie, gdy przekraczał szpitalny próg:
- Stary właśnie zamknąłeś za sobą drzwi do kurwesko złego rozdziału swojego życia, od tej chwili może być już tylko lepiej.
Wsiadł do taksówki i ruszył do domu.
Aleksander zaczął swój powrót od zakupów, trochę normalnego jedzenia by odpocząć od monotoni szpitalnych posiłków, butelka dobrego wina na kolację i na koniec kilka nowych koszul, grawat i nowy garniutur by jakoś zaakcentować zmianę jaka w nim zaszła. Na koniec zadzwonił do redakcji i powiedział, że czuje się już dobrze i że od poniedziałku wraca do pracy.

Kuchenny zegar wybił dwudziestą trzydzieści, Aleksander właśnie skońcyzł jeść kolacje i wkładał brudne naczynia do zlewu. W radiu nadawano jakąś audycję, której dziennikarz słuchał mimochodem. Czekał na kolejny odcinek przygód "Leo i Patricka", powieści krymialnej Stevena McColinsa, którą nadawano właśnie w tych godzinach. Gdy nagle usłyszał z wnętrza odbiornika dziwny szum a po chwili metaliczny brzęk, po czym radio zamilkło. Mężczyzna przerwał mycie naczyć, wytarł ręcę i podszedł do szafki na której stało radio.
- Cholerne wynalazki - burknął pod nosem - zawsze nawalą, gdy człowiek chce czegoś posłuchać.
Zbliżył się do szafki. Radio milczało głuchą ciszą, wyglądało na to że żarówka podświetlająca skalę też odmówiła posłuszeństwa.
- No to pięknie, kolejny odcinek "Leo i Patricka" odczytają bez mojego udziału.
Dziennikarz nie znał się na elektryce i jedyne co przyszło mu do głowy to sprawdzić czy wtyczka jest na swoim miejscu. Upadł na kolana i sięgnął za szafkę by poprawić kabel. Ledwo się schylił, gdy radio nagle ponownie ożyło. Żarówka jarzyłą się ciepłym pomarańczowym światłem a z glośników popłynęła przepiękna muzyka. Człowiek, który grał musiał być wirtuozem. Sposób w jaki wydobywał dźwięk ze skrzypiec był poprostu mistrzowski. Aleksander usiadł na dywanie i słuchał jak zahipnowyzowany. Muzyka koiła jego stargane ostatnimi czasy nerwy i rozlewała się niczym balsam po duszy. Melodia była spokojna i melancholijna, przywodziła na myśl odległe rosyjskie stepy, które Aleksander widział po raz ostatni będąc dzieckiem. Nigdy nie wracał myślami do swojej ojczyzny, aż do teraz. Za sprawą tajemniczego wiruoza skrzypiec Aleksander powrócił myślami do dzieciństwa spędzonego u boku kochającej rodziny. Wspominał ukochaną matkę, która zawsze się o niego troszczyła, surowego ojca, którego tak bardzo nienawidził i za którym, jak sobie teraz zdał sprawę bardzo tęskni i jedynego brata, którego zamordowano i po którego starcie do dziś nosił ranę w sercu. Obrazy z dzieciństwa zalały go niczym lawina, niby rwąca rzeka przeniosły go w lata dawno minione. Łzy napłynęły mężczyznie do oczu, nie mógł ich powstrzymać.
Aleksander siedział na miękkim dywanie w swoim mieszakaniu, słuchał tajemniczego mistrza skrzypiec i płakał nad tym co utracił. Płakał za kochającą rodziną, za ojczyzną, która zniknęła zalana bolszewicką dżumą, i za cudownym i bezpiecznym dzieciństwem. Gorące łzy płynęły mu po policzkach. Aleksander zdał sobie sprawę, że jest na świecie sam, że nie ma już nikogo kogo mógłby nazwać bliskim. Żadnej rodziny, żadnego krewnego, ani żadnego przyjaciela. Bolesna świadomość samotności przygniotła go.
Gdy Aleksander uniósł rękę do góry by otrzeć łzy, radio zamilkło zupełnie. Nastała kompletna cisza.

Mężczyzna nie próbował już nawet spojrzeć co się stało z odbiornikiem. Wstał i nalał sobie kieliszek czerwonego wina, które spożywał do kolacji. Uniósł go w górę i krzyknął:
- Za was moi bliscy zmarli, za was i za mnie. Salute! - po czym jednym haustem wypił zawartość kieliszka, który następnie roztrzaskał o podłogę.
Źródło: linet.laohost.net/showthread.php?t=7252